śr. Lis 20th, 2019

OtoPraga.pl – Subiektywny przewodnik po Pradze, gospodach i czeskich klimatach

Subiektywny przewodnik po Pradze, gospodach i czeskich klimatach

Językowe polsko-czeskie pułapki

9 min read

Choć może to się wydawać zaskakujące, polszczyzna śmieszy Czechów jeszcze bardziej niż nas śmieszy język czeski. Śmieszy do tego stopnia, że – jak wspomina A. Mestan – nie pozwala spokojnie obejrzeć poważnego polskiego filmu widowni składającej się z poważnej czeskiej inteligencji. Pierwsze zdania filmu i stateczni, brodaci intelektualiści w kraciastych marynarkach pokładają się ze śmiechu. A i sami doskonale pamiętamy, jak nasze pierwsze wizyty w prowincjonalnych miasteczkach czeskiej republiki i zdania mówione wyraźną polszczyzną, nieskalaną jeszcze czeskimi zwrotami wywoływały nierzadko na przemian szczerą uciechę lub – przerażenie.

Polacy – napuszone dzieci mówiące czasem po chińsku

Dlaczego tak się dzieje? Poza ewidentnym czynnikiem leksykalnym, o którym za chwilę, ważną rolę odgrywa też sposób wymawiania niektórych dźwięków. To fakt, że Czesi nie rozróżniają np. „ż” i „ź”. Nasze  twarde „sz” zmienia się w mięciutkie „ś”. W ten sposób szlachetna „szkoła” staje się dziecinną „śkołą”, a dumny „człowiek” – lekko zawstydzającym „ćłowiekiem”. No i ta czeska tendencja do zdrabniania wyrazów… Tendencja wynikająca na poły z dobrodusznego charakteru naszych sąsiadów, na poły zaś – z gramatyki czeskiej, gdzie niektóre końcówki (np. „-ećko”) nie są zdrobnieniami mimo, że tak właśnie brzmią po polsku. I mamy efekt lekko komiczny. Miły dla ucha, gdy mówi do nas radosna Czeszka, kuriozalny zaś – gdy stanowi dubbing kina akcji…

Jak jednak całą sprawę widzą Czesi? Z ich punktu widzenia, to my wymawiamy miękko spółgłoski twarde! Otóż, w wyrazach pokrewnych nasze „dź” i „ć” brzmią po czesku – „d” i „t”. Polskie „ń” to czeskie „n” itd. To wyobraźcie sobie teraz, że istnieje język, w którym polskie zdanie: „Znowu tu stoi zamiast biec sobie do domu” byłoby wymawiane: „Źniowu ciu ścioi ziamiaść bieć siobie dzio dziomu”.  Dokładnie tak nas słyszą Czesi…

Do tego dochodzą wspomniane już różnice leksykalne. Wiele słów znaczy w obydwu językach coś zupełnie innego. Najważniejsze (czyli najniebezpieczniejsze) wymieniamy poniżej. Dodatkowo, wiele słów czeskich, brzmi dla Polaka staroświecko, np. „život” lub „člověče!”. Natomiast wiele polskich terminów Czesi rozumieją w ich oryginalnym, zapomnianym dla nas znaczeniu. Na przykład „samochód” to coś, co samo CHODZI, a przecież ma koła i wozi ludzi (vozidlo), „samolot”, to coś co w niezrozumiały sposób samo LATA (dla Czecha oczywistym jest letadlo), a „wycieczka” – coś, co… wyciekło. Część naszych słów zaś brzmi dla nich egzotycznie. Wyobraźmy sobie jako Czesi polskie słowa typu „pociąg” lub „korkociąg” – to przecież klasyczna… japońszczyzna! „Po-Tsiong!”. „Kor-ko-Tsiong!”.

Dodajmy do tego niezrozumiałą dla Czechów manię „panowania”- Polacy zwyczajowo mówią do siebie per „pan”, Czesi zaś uważają tę formę za niewyobrażalnie dostojną. I efektem w „czeskich uszach” jest melanż napuszonego stylu z dziecięcą wymową. I znów, Czesi twierdzą, że nasz język pociągająco brzmi jedynie w ustach pięknych Polek. No, ale w ustach pięknych kobiet nawet język niemiecki, lub – nie daj Boże – holenderski potrafią brzmieć pięknie…

Kilka polskich językowych mitów o czeskim

Oj, lubimy się pośmiać z tego, jak rzekomo mówią Czesi. Niektórych bawi brzmienie wyrazów, skojarzenia, przeinaczone w naszym mniemaniu znaczenia. I tak oto błądzimy wikłając się w konfliktowe sytuacje towarzyskie z nowo poznanymi przyjaciółmi znad Wełtawy. Najsłynniejsza Láska nebeská nie oznacza wcale niebieskiej laski, a miłość niebiańską, niebieską w znaczeniu: boską. Niebieski to po czesku modrý, a nasza laska – hůl. Każdy Czech za to śmieje się z nas, że tego zwyczajnie nie rozumiemy. Według nich wchodzimy w abstrakcyjne skojarzenia wiedzeni dziwaczną logiką, jaką – według nich – od wielu lat kieruje się ten dziwny lud zamieszkały nad Wisłą.

Bo i jak Czech ma rozstrzygnąć hamletowskie pytanie w nadwiślańskiej wersji czeskiego: Bytka abo nie bytka. Oto je zapytka? Mieszkaniec ziem nad Wełtawą będzie raczej głowił się nad kwestią: Být nebo nebýt – to je otázka, pozostawiając otwartą odpowiedź na tę fundamentalną sprawę. A to pozwoli nam przesmyknąć się zgrabnie do słynnych odpowiedzi. Domyślacie się? Wielu bawił widoczny wszak na ekranie wstrząs młodego Jedi Luka Skywalkera słyszącego rzekome wyznanie lorda Sithów – Dartha Vadera: Ja jsem tvůj tatinek, co miało rozwalać kompletnie dramaturgię sceny “Gwiezdnych Wojen”. To też nadwiślańska wersja, bo w filmie w czeskiej wersji językowej wyraźnie usłyszycie: Já jsem tvůj otec! Czesi raczej cenią finezję prostoty, co znamy choćby z kuchni.

Pokutują za to u nas potworki w stylu drewnego kocura określającego ponoć po czesku wiewiórkę (veverka)czy parasola (deštník) znanego u nas jako: szmaticzku na paticzku. Może kogoś to bawi, lecz to tak naprawdę językowy absurd potwierdzający z kolei u Czechów prawdziwe przekonanie o Polakach jako o nacji zadzierającej nosa i osobnikach zadufanych w sobie. I nie ma to nic wspólnego z mitycznymi również czeskimi kompleksami wobec naszego narodu. Językowa rzeczywistość jest znacznie prostsza – rzekomy dachovy obesranec to holub, podobny do polskiego gołębia. Terminator to nie elektronicky mordulec, a Batman nie woła: Ja jsem netoperek. Bo nietoperz po czesku brzmi: netopýr. A Batman to po czesku… Batman. Zaskoczeni? Bo to wszystko jest Volovina, czyli po czesku bzdura.

Napisowa i brzmieniowa rzeczywistość języka dostarczy nam wiele okazji do uśmiechu, ale czy na pewno będziemy słusznie pławić się w dobrym samopoczuciu? Rozpustná káva po czesku oznacza po prostu, że jest rozpuszczalna neska, choć zdaje się nam sugerować rozpustę czy wyuzdanieNic na siłę. Czeski zwrot smíšený odpad, jaki można zauważyć na śmietnikach, może wzbudzić uśmiech brzmieniowym podobieństwem do śmieszny, ale po krótkiej refleksji, zwłaszcza w dobie segregacji odpadów, zauważymy, że chodzi o zwyczajnie zmieszane śmieci. 

Jest śmiesznie, jest – mówiąc młodzieżowo – polewka, a po czesku polévka to zupa i… można tak mnożyć skojarzenia w nieskończoność. A może uczynić odwrotnie i po prostu lepiej będzie zastanowić się, kiedy my możemy być naprawdę śmieszni? A okazji do tego mamy wiele… zwłaszcza, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, że zwykle nasze banalne polskie określenia mają w Czechach często kontekst… seksualny. 

Zakazane polskie słowa

No, i dochodzimy wreszcie do słynnych wyrazów dwuznacznych. Dwuznacznych na styku dwóch języków. Igranie z nimi może skończyć się niespodziewanym ciosem w twarz za niemoralną propozycję, dwoma dobami aresztu za obrazę policjanta lub – w najlepszym razie – ciężkim skandalem dyplomatycznym. Dla własnego bezpieczeństwa więc nauczmy się tych słów.

„Szukać”, „merdać” i „ładować” brzmią po czesku jak wulgarne określenie pewnej czynności, która w języku polskim ma głównie określenia wulgarne lub prawnicze. Nie prowokujmy więc Czecha twierdząc na imprezie, że „pójdziemy poszukać jego żonę” lub też nie róbmy z jego psa niedorozwiniętej umysłowo fajtłapy twierdząc że „zabawnie merda ogonem”… 

Nie proponujmy też obcesowo znajomej Czeszce „To co, ładujemy się do środka?”. Wystarczy wyobrazić sobie przez chwilę, co ma przed oczami Czech słyszacy od Polaka, że musi naładować baterię, albo jeszcze lepiej: musi naładować akumulator w aucie, który padł pewnego mroźnego poranka. Czyli taki Polak otwiera maskę zaśnieżonego auta, ściąga spodnie i… Czy naprawdę trzeba to dalej opisywać?

Ostrożnie też z gonieniem kogokolwiek. Pamiętajmy, że „szukać” to po czesku „hledat” i tylko tego słowa używajmy nie tylko pytając o drogę lub produkty w sklepie, ale i rozmawiając głośno między sobą, że „idziemy szukać Czarnego Woła”…  Swoją drogą, dopiero będąc w Czechach przekonujemy się jak często używa się tego czasownika.

„Panna” to po czesku „dziewica”. Uważajmy więc by niechcąco nie urazić znajomego Czecha mówiąc „twoja panna”, dając mu tym samym do zrozumienia, że powinien mniej pić piwa a więcej interesować się swą dziewczyną…  „Pachnieć” brzmi jak czeskie słowo „cuchnąć”. Można więc urazić gospodarzy zarówno komplementując ich kuchnię jak i dobór kosmetyków. Używajmy tu słowa „wonieć”.  „Nożyczki” to dla Czecha „nóżki”. Nie dziwmy się więc pozytywnym obrotem spraw, gdy o podanie „nożyczek” poprosimy jakąś piękna Czeszkę… 

„Zachód” to po czesku „ubikacja”. Zatem, nie chwalmy ichnich produktów lub idei, twierdząc, że są jak „z zachodu Europy”…  Furorę natomiast zrobiłoby w Czechach zielonogórskie Radio Zachód. Niniejszym polecamy ekspansję na tamtejszy rynek. Tak na marginesie: uważajcie przy korzystaniu z czeskiej toalety. Napis Páni oznacza tu, że wchodzić powinni panowie, a panie kierują się do drzwi oznaczonych dámy.

Dziwne czeskie słowa

Niebezpiecznych lub zabawnych słów więcej jest w języku czeskim niż polskim. Trudno byłoby oduczyć Czechów stosowania ich we własnym kraju. Spróbować można ale chyba lepszym rozwiązaniem będzie przyzwyczaić się, że Czesi nie próbują nas urazić wspominając o niekomfortowych, czy kłopotliwych kwestiach. Posłużmy się kilkoma przykładami, zatem jeśli wydaje nam się iż Czech coś zaskakującego dla nas twierdzi, to tak naprawdę może mieć na myśli coś zgoła innego:

jesteśmy zwykłym frajerem” …to być może nas komplementuje. „Frajer” to po czesku ktoś, kto potrafi rozpychać się w życiu łokciami, albo zwyczajnie – chłopak.

„mieszka w baraku” …mówi zapewne prawdę. Nie protestujmy. „Barak” to – po prostu – budynek, kamienica.

„spotykamy się z dziwkami” …zdaje sobie sprawę, że wszystko z nami w najlepszym porządku. „Divka” oznacza dziewczynę… Warto tu zauważyć, że Czesi mają ładniutkie określenie na młode, niezamężne kobiety – slečna.

„lubimy czerstwe pieczywo” …trafnie odgadł nasze upodobania. „Ćerstvy” znaczy świeży.

„niezły z nas dziwak” …zapewne jesteśmy w teatrze. I zachowujemy się jak na widza („divak”) przystało.

„jego siostra zachowuje się jak jeptiszka (!?)” …nie róbmy sobie nadziei. Dziewczyna pozostanie niezłomna skoro zachowuje się jak „zakonnica”

„często jesteśmy nieprzytomni w knajpie” …nie, nie należy rezygnować z picia piwa. Wręcz  przeciwnie – zarzuca nam, że zbyt często jesteśmy „nieobecni” w knajpce.

„ma za mały odbyt” …skarży się na koniunkturę gospodarczą, ze szczególnym uwzględnieniem „zbytu” na towary i usługi. Mimo wszystko zmieńmy temat rozmowy…

„zaraz nam zada pokutę” …zapewne jest policjantem. A my niepotrzebnie aż tak spieszyliśmy się do Pragi. Bo „mandaty” w Czechach wysokie…

„pyta, czy czujemy chuć”  …owszem, idźmy za nim, bo na pewno zaprowadzi nas do doskonałej gospody gdzie zaspokoimy owe „łaknienie”.

„pyta troskliwie, czy mieliśmy ostatnio poruchę”  …niepokoi go czy nasza skodiczka dojedzie bezkonfliktowo do samej Pragi skoro już wcześniej miewała „awarie”.

„krzyczy, że to jest napad” …chwali nas za lotność umysłu. Prawdopodobnie ów „pomysł” dotyczy pozostania U Hrocha na kolejne trzy piwa…

„krytykuje nasze rypadło” …no i słusznie czyni. Następnym razem przyjedźmy do Pragi samochodem, a nie „koparką”…

Czy można sobie poradzić?

Czy zatem sprawa wygląda beznadziejnie? Czy poruszając się po Czechach zaopatrzeni w nasz polski, było nie było, język, przypominamy chodzących po wojskowych latrynach z odbezpieczonym granatem?

Bynajmniej. Po pierwsze – te wymienione powyżej, to prawie wszystkie (wszystkie znane nam) możliwe źródła poważnych nieporozumień. Po drugie – na szczęście „piwo” w obu językach brzmi podobnie. I tylko w Czechach lepiej smakuje. Po trzecie wreszcie – po paru takich piwach dogadamy się nie tylko z każdym Czechem lub Czeszką ale i każdą „Norką” lub „Danką”…  „Norka” to – oczywiście – Norweżka, „Danka” zaś, to „Dunka”…

Jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że powyższy wywód jest tylko przyczynkiem do zgłębiania mowy naszych południowych sąsiadów. Najczęściej przecież widać jedynie czubek góry lodowej…

Dodaj komentarz

Copyright © All rights reserved. | Newsphere by AF themes.