śr. Lis 20th, 2019

OtoPraga.pl – Subiektywny przewodnik po Pradze, gospodach i czeskich klimatach

Subiektywny przewodnik po Pradze, gospodach i czeskich klimatach

Medycyna, miłość i miecz, czyli mroczna historia kata Jana Mydlářa

9 min read

Być może ktoś z Was, błąkając się po praskich gospodach, natknął się w menu na nazwy potraw, które z niewyjaśnionej przyczyny tajemniczo wiąże pewne nazwisko: Guláš „kat Mydlář“, Šleh kata Mydláře, Jatýrka podle kata Mydláře, Maso kata Mydláře. Ba! Zreflektujecie się zapewne, że macie nieodparte wrażenie o jakimś szczególnym i może dziwnym zamiłowaniu braci Czechów do katowskiej profesji w nazwach lokali i potraw. Dlaczego? Nie wiecie? Ale z pewnością uzmysłowicie sobie, że kilka gospód, które przypadkiem odwiedziliście, chwaliło się tym, że ponoć bywał, jadał, pijał tam kat Mydlář. Jawi się Wam pewnikiem, że musi to być jakaś ukryta i ważna praska legenda. I jest to… słuszny trop.

– Ale o kogo i o co chodzi? – zapytacie. – A jaką wersję opowieści chcecie, romantyczną czy krwawą? – odpowiemy. A może obie razem? O tak, łącząc obie wersje z pewnością będziemy w stanie oddać niezwykłą tajemnicę człowieka, który w XVII wieku przeraził całą ówczesną Europę, i którego mroczna sława przetrwała wieki.

Uchylamy rąbek tajemnicy. Sceneria znajoma – wszak to praski rynek starego miasta…

Co prawdziwe? Co wymyślone?

Prawdziwa historia Jana Mydlářa, bo tak nazywał się ów człowiek, ma wiele niewiadomych, jest pełna spekulacji, a rzeczywiste wydarzenia historyczne łączą się z legendami. Życiorys praskiego kata urodzonego w 1562 roku, albo w 1572, albo w 1582, w  nieodległym od Pardubic mieście Chrudim we wschodnich Czechach ginie w mrokach historii. Dziejopisowie z mozołem próbują odnaleźć informacje, które pomogłyby, ułożyć wiernie jego losy. A to niemalże daremne zadanie, niczym próba ułożenia obrazu z niewielkiej ilości pozostałych po zagubieniu puzzli.

Dziś właściwie bardziej jest to niezwykła legenda, której ślady napotykamy w różnych miejscach w Pradze, i do której chętnie wracają twórcy literatury, filmów, a nawet musicali. I tak, w tym tygielku miesza się to, co prawdziwe, z tym, co wymyślone. Jego życie osobiste, miłość i historyczne wydarzenia rozgrywają się w ludzkiej świadomości ni to w faktycznej, ni to tylko wyobrażonej rzeczywistości. Z pewnością można uznać go za swoistego celebrytę wśród katów. My też nie musimy trzymać się faktów, by przekazać wam jego barwną historię…

Prosta historia o miłości i życiu

Najbardziej romantyczna legenda opowiada –  oczywiście – historię nieszczęśliwej miłości do pięknej Dorotki. Młody Jan Mydlář, student medycyny, zakochał się ponoć w kobiecie, ale musiał wyjechać po nauki do Pragi. Jedna z wieści głosi, że Dorota była jego kuzynką, córką Macieja Mydlařa i, by temu rodzinnemu skandalowi zapobiec, wydano ją za młynarza Vaňurę. Dziewczyna jednak zabiła męża i została skazana na śmierć za morderstwo.

Aby ją jakoś próbować ocalić, zakochany młodzieniec rzucił studia i w romantycznym odruchu dobrowolnie poszedł na „morderczą” służbę, został katowskim czeladnikiem. Ale…  bez powodzenia, nic to nie dało, nie było szansy wyrwać jej z rąk kata w ostatniej nawet chwili. Kobieta została powieszona, a nieszczęśliwy Jan Mydlář pozostał, jak to można powiedzieć, w zawodzie. Może wtedy poprzysiągł sobie, że jego dalsza droga będzie pełna krwi, skoro bez Doroty to i bez miłości? Na studia nie mógł wrócić, bo kto raz dotknął katowskiego miecza, był już społecznie wykluczony.

Jednakowoż nie jest naprawdę jasne, jak student medycyny Uniwersytetu Karola, stał się tym rzemieślnikiem kostuchy, który jednym ruchem przecinał ziemską nić życia ówczesnych prażan. Ale jakoś pojawił się w roli pomocnika staromiejskiego kata Jaroša, który niebawem zmarł i to Jan przejął tę robotę.

Pierwszej udokumentowanej egzekucji jego dzieła doszukać się można w 1605 roku, gdy spadła głowa szlachcica i żołnierza Hermana Krzysztofa Rusworma, jako kara za potyczkę na ulicach Pragi, rzecz wtedy surowo zabronioną. Problem w tym, że człowiek ów był zasłużonym dowódcą, pogromcą Turków i ulubieńcem ówczesnego cesarza i króla Czech w jednej osobie: Rudolfa II Habsburga. Fakt, iż to Mydlář ściął głowę cesarskiego faworyta, może sporo powiedzieć nam o jego społecznej pozycji, predyspozycjach i cechach charakteru. Ale może nic to tak naprawdę też nie mówi, bo ponoć to posłaniec z listem ułaskawiającym od cesarza dotarł godzinę po egzekucji? Nieważne…

Artysta katowskiego rzemiosła

Z biegiem czasu – a wieść głosi, że katowską robotę w Pradze wykonywał 40 lat – nasz bohater osiągnął mistrzostwo w swoim fachu, a z listy jego rzemieślniczych umiejętności zleceniodawcy mogli wybrać wiele wymyślnych sposobów tortur mydlařowego autorstwa. Darujemy tu sobie szczegóły…  Wszak wiek XVII jest znany z – wyszukanych i nie – sposobów na poniżające traktowanie osób, które popadły w niełaskę, bez względu na to, czy było się bogatym, czy biednym, szlachetnie urodzonym, czy ze społecznych nizin.

Jan Mydlář wykonywał swoją robotę na tyle profesjonalnie, że zarabiał duże pieniądze, dorobił się trzech domów i był rzekomo poważanym obywatelem Pragi. Sprawy sercowe i rodzinne mu się chyba również poukładały. Za żonę wziął sobie Elżbietę córkę – a jakże – kata Jáchyma Špetleho ze Slaného. Miał z nią dwójkę dzieci: syna Jana Václava i córkę Magdalenę. I – uwaga – gdy miał 77 wiosen ożenił się drugi raz z bliżej nieznaną Katarzyną.

Zawód swój ponoć rzucił, gdy podczas egzekucji chybił i miecz rozminął się z głową skazańca. Tak czy owak, robotę na praskim Starym Mieście przejął po nim syn Jan Václav. Ba! Jego wnuk Daniel Mydlář spełniał katowskie rzemiosło v Kostelci nad Černými lesy. Nic w tym dziwnego. Ten fach się często dziedziczyło z pokolenia na pokolenie.

Mieszkał z początku w staromiejskiej katowni w pobliżu starego żydowskiego cmentarza. To dziś miejsce w dzielnicy Josefov gdzie północna część praskiego Muzeum Sztuki Dekoracyjnej styka się ze słynnym cmentarzem, niedaleko za Pinkasową Synagogą. A że Jan Mydlář za tortury dobrze zarabiał, przeniósł się na Nowe Miasto w okolice nieistniejącej dziś Ślepej bramy, zwanej świńską lub Bramą Świętego Jana, która stała w miejscu placu I.P. Pavlova. Jego dom stał gdzie dziś jest ulica Na Bojisti w pobliżu znanej i miłej sercu każdego fana złotego trunku gospody „U Kalicha”. Podajemy te okoliczności, gdyby ktoś z Was chciał odwiedzić te miejsca.

Zimny dotyk historii

Ale jest jeszcze inna opowieść, która sprawi, że dreszcze przebiegną po waszym ciele. Ta z kolei mroczna i budząca grozę wersja, w której kat Mydlář stał się częścią jednego z rozdziałów czeskiej historii XVII wieku. Zasłynął on bowiem egzekucją dwudziestu siedmiu szlachciców i mieszczan skazanych na śmierć za udział w czeskim powstaniu stanowym (stavovské povstání).

Sprawa – gwoli ścisłości historycznej – dotyczyła pierwszego, czesko-palatynackiego, etapu wojny trzydziestoletniej, która była wynikiem rywalizacji rodu Habsburgów i katolickich państw z protestantami o to, kto będzie grał pierwsze skrzypce w Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego, czyli tak zwanej I Rzeszy. A czeska protestancka szlachta próbowała przy tej okazji utworzyć własny rząd złożony z trzydziestu tak zwanych dyrektorów.

Zaczęło się od defenestracji praskiej w 1618 roku, gdy grupa protestanckiej czeskiej szlachty wyrzuciła przez okno na zamku na Hradczanach, namiestników cesarza Macieja. I poszło dalej… Wydarzenie to dało początek powstaniu w Czechach, a tym samym było preludium wojny trzydziestoletniej. Do decydującej bitwy między wojskami czeskimi a cesarskimi doszło w bitwie pod Białą Górą, na zachód od Pragi. Po klęsce powstańców zemsta Habsburgów nad pokonanym państwem czeskim była bardzo sroga. Pacyfikacja rebelii przeciw Cesarstwu skończyła się także tym, że Czechy utraciły autonomię i stały się na lata dziedziczną posiadłością Habsburgów.

Lecz my nie o tym… Otóż 21 czerwca 1621 r. na Staroměstském náměstí – Staromiejskim Rynku w Pradze stracono owych protestanckich przywódców czeskiej narodowej rebelii, skazanych przez bezlitosny specjalnie powołany trybunał. Taka była cena zwycięstwa katolików nad protestantami, rodu Habsburgów nad czeską szlachtą oraz Austriaków nad Niemcami. Wyrok wykonał nie kto inny jak kat Jan Mydlář, o ironio, ewangelik i Czech, paradoksalnie realizując ten okrutny akt, dzięki któremu zwycięzcy celebrowali swój triumf nad próbującą się zbudować czeską państwowością.

Barokowy teatr śmierci

Jak mogła wyglądać najsłynniejsza egzekucja kata Jana Mydlářa?

Ale wyobraźmy sobie, patrząc choćby na stare drzeworyty, rynek starego miasta w Pradze. Miejsce stracenia dziś oznaczone jest kostkami przy boku staromiejskiego ratusza. Egzekucja musiała odbyć się w formie wspaniałej barokowej uroczystości z rozmachem. Miała stać się zarazem ostrzeżeniem dla tych, którzy marzyliby o podniesieniu ręki na cesarskie rządy. Zwłaszcza dlatego, że dotąd nie skazano na równoczesną śmierć tak znamienitych obywateli z tak szanowanymi nazwiskami.

Jest ów poniedziałek, 21 czerwca 1621 roku. W świetle wstającego słońca wyłania się wyniesione ponad głowy tłumu podium i stojąca na nim postać wspartego o miecz kata Jana Mydlářa, głównego reżysera mającego się rozegrać krwawego spektaklu. Jest piąta rano, właśnie wybrzmiały echa armatnich salw oznajmiających stolicy Czech, że za chwilę stanie się ona areną niezwykłego wydarzenia. Skazanych do miejsca ścięcia wyprowadzano po kolei według stanu, dostojeństwa i wieku. Dowódcom powstania prócz głowy nasz znajomy już egzekutor odcinał prawą rękę. Ponury teatr kaźni trwał do 9 rano, jak głosi legenda ścinając głowy owych nieszczęśników Jan Mydlář stępił jedynie cztery miecze.

Miejsce krwawej egzekucji.

Jeden z miejskich urzędników uniknął śmierci, ale i wina jego była mniejsza, zatem kat Mydlář “jedynie” ukarał go przybijając język do szubienicy na godzinę po czym wypuścił. Dwóch innych litościwie… powiesił. Najokrutniej potraktował Jána Jesenskýego (Jesseniusa) filozofa, rektora Uniwersytetu Karola w Pradze, lekarza, dyplomatę i… swego znajomego, któremu niejednokrotnie udostępniał ciała skazańców do medycznych badań.

Trybunał uznał, że to Jessenius był głównym ideologiem powstania i praski kat najpierw wyciął mu język, potem ściął głowę, a tułów poćwiartował, by wraz z częściami ciała innych przywódców porozmieszczać później ku przestrodze mieszkańców w różnych częściach Pragi. Dwanaście głów zaś zawiesił na wieży u wejścia na most Karola, by budziły przerażenie. Wisiały tam długo, aż do najazdu saskich wojsk w listopadzie 1631 roku. Groza!

Pamiątkowa tablica z nazwiskami straconych 27 powstańców.

Za swoją pracę Jan Mydlář zażądał zapłaty 584 kop miśnieńskich groszy. W tym czasie była to wysoka kwota, która wystarczyłaby na dobry dom. Jednak za swój widowiskowy spektakl na Rynku Staromiejskim został on wynagrodzony sowiciej, bo 634 kopami miśnieńskich groszy. I w czeskich archiwach są na to rachunki!

Habsburgowie efekt promocyjny osiągnęli. Wyczyn i nazwisko praskiego kata rozniosły się szybko po sąsiednich krajach. Na jarmarkach pojawiły się „certyfikowane” i „autentyczne” miecze z wygrawerowanym nazwiskiem lub z monogramem „M”. Cóż, do dzisiaj jarmarczna mentalność niewiele się zmieniła, ale faktem jest to, że wraz ze złowieszczą przestrogą sława niezwykłego kata, niesiona z ust do ust, dotarła do różnych zakątków Europy. Wrażenie musiało wywołać to, że nikt dotąd nie wykonał taaaakiej widowiskowej i tak okrutnej egzekucji.

I czy dziwicie się teraz, że wciąż nazwisko Mydlař wzbudza nie tylko dreszczyk emocji?

Masz chwilkę czasu? Obejrzyj musical Kat Mydlař z 2012 r.

Dodaj komentarz

Copyright © All rights reserved. | Newsphere by AF themes.