śr. Lis 20th, 2019

OtoPraga.pl – Subiektywny przewodnik po Pradze, gospodach i czeskich klimatach

Subiektywny przewodnik po Pradze, gospodach i czeskich klimatach

U Černého vola – ostatni piwny skarb

10 min read

Jak tylko znajdziemy się na Loretánském náměstí, czyli placu Loretańskim w okolicach numeru 1, poczujemy swoiste drżenie serca. Sprawia to zapewne urocza okolica w postaci widoku na kościół loretański i Pałac Czerninów, jak i kryjący się w pobliskim domu jeden z ostatnich piwnych skarbów stolicy Czech.

W przewie pomiedzy arkadami budynków na Loretánském náměstí znajdziecie intrygujący skarb

U Černého vola to praska gospoda w stylu absolutnie najlepszym, coś jak wzorzec metra z Sèvres, z którym zwyczajnie się nie dyskutuje, bo jest, jaki jest i tyle. Jednym się niezwykle podoba i czują się w nim jak we własnej skórze, innych odrzuca, bo nie jest to miejsce o standardzie do jakiego przywykli i w niczym nie przypomina najnowszego iphona. Piwiarnia ta, w zgodnej opinii naszego towarzystwa, zaliczana jest od dziesięcioleci bezapelacyjnie do kanonu. Robi wrażenie istniejącej w tym miejscu od zawsze, ale tak naprawdę w dzisiejszej formie powstała po drugiej wojnie światowej.

Piwiarnia U Černého vola, być może zwróciliście na to uwagę, usytuowana jest w ciekawym, nieco eklektycznym domu. Po pierwsze: jako jedyny na ulicy nie ma (i nigdy nie miał) arkad. Przykuwa uwagę oczywiście charakterystycznym znakiem nad drzwiami. Warto też, unosząc głowę, dostrzec kolejny intrygujący detal – namalowane ślepe okna. Inną ciekawostką jest fakt, że tylne ściany budynków w tej części miasta stanowiły za czasów Karola IV mur obronny Hradczan, a ślady tego widać w piwnicach. Zwraca uwagę też to, że parter budynku jest renesansowy, a dwa piętra wczesnobarokowe. Ponoć budynek powstał około 1560 roku i był częścią hradczańskiego przedmieścia, rozbudowano go w 1629 r., a bogato zdobiona fasada powstała około 1726 r. I z tego właśnie okresu pochodzi pierwsza wzmianka o szynku w tym miejscu.

W tym znaku kryje się tajemnica nazwy gospody U Czarnego Woła. Kto ją rozwikła?

Oglądając budynek, co już sugerowaliśmy, zwrócimy na pewno uwagę na centralnie umieszczoną polichromię z wizerunkiem św. Łukasza, patrona lekarzy i artystów, który pokazuje Maryi Pannie jej obraz. Dlatego dom nazywany jest domem świętego Łukasza. Ale ponoć używano też miana Czarnego Orła. Z tym wiąże się kolejna ciekawostka, albowiem nazwa Czarnego Woła powstała w ubiegłym stuleciu wskutek przypadku – błędu pisarskiego, co miało wiązać się też z jakimś skandalem. Nie wiemy o co chodzi, bo gdzie orzeł, a gdzie wół, ale przemawia bardziej do nas inne wyjaśnienie: każdy z biblijnych ewangelistów w tradycji ikonograficznej odpowiada pewnemu symbolowi. Mateusz jest symbolizowany przez człowieka, a Marek, Łukasz i Jan to odpowiednio lew, wół i orzeł. Jak łatwo zauważyć: Łukasz równa się wół, a orzeł to Jan. Czyżby ktoś pomylił świętych? A dlaczego czarny, można przy tym żartobliwie zapytać? Ale nie komplikujmy…

Za pierwszej republiki była tu gospoda, która od nazwiska właściciela zwała się Brindova Restaurace. Pan Brinda lał piwo ze Smíchova, Pilsner Urquell i zapraszał nawet na grę w… bilard. Mówiono, że ta piwiarnia nie była dla gości, ale goście przychodzili do jej właściciela. Mimo, że legendy głoszą o jego obcesowości, szorstkości wobec gości, do których zwracał się niewybrednymi słowy i wymyślał im różne przezwiska, to ludzi w lokalu zawsze było wielu. Musiały dopełniać charakter tego miejsca dobra kuchnia i wyśmienite piwo. Niepisana zasada pana Brindy brzmiała, że ​​nigdy nie zabrał pustego kufla z ręki gości. Wszyscy musieli odstawiać szklankę na stół lub kontuar. Trzeba było się dostosować do obyczajów tu panujących, a ta tradycja przetrwała do dziś. Ale o tym później.

Fotografia z 1908 roku: praski autobus, na placu Loretańskim, a w tle Brindova Restaurace, poprzedniczka U Černého vola.

Z 1908 roku pochodzi fotografia omnibusu stojącego w pobliżu restauracji w tym domu. Być może fotograf został poproszony o swoistego selfika z gospodą w tle przez właściciela lokalu, pana Brindę, który chciał wykorzystać obraz z nowoczesnym wówczas środkiem transportu do celów reklamowych. Być może miała ona promować miejsce w duchu sloganu: „Przyjdź do mnie na obiad lub kolację, połącz niezapomniane doznania: z jazdy omnibusami oraz z wyśmienitego jedzenia!”. Ale fotografia robi niezwykłe wrażenie i zawdzięczamy jej możliwość spojrzenia na fasadę Brindovej Restauracji, czyli ukochanego „Woła” w formie sprzed ponad 100 laty.

Dekielek pod pivo z wesołym czarnym wołkiem.

W latach pięćdziesiątych i na początku lat sześćdziesiątych był tu klub ze stołami do ping ponga. Piwo leje się tu znowu od 1965 roku. Gospoda otrzymała wówczas aktualną nazwę i od samego początku zarządcy pozostają wierni browarowi w Wielkich Popowicach. Pivnica czynna jest przez cały tydzień od godziny 10.00. Jest to jedno z nielicznych miejsc na Hradczanach, gdzie serwowany jest lany z kranu Velkopopovický Kozel w wersji jasnej i ciemnej. Klasa tego trunku nie podlega dyskusji i jest to niepodważalny oraz niezwykły atut Vola. Piwiarnia, co – niestety – staje się w Pradze rzadkością, posiada swoje własne charakterystyczne dekle. Ale na stołach obok charakterystycznego okrągłego dekla z czarnym wesołym wołem znajdziecie też dekle kozelka.

Pierwsza sala U Černého vola o poranku. Warto tu wpaść na śniadanie w starym dobrym czeskim stylu.

Podobno, jak mówią starzy bywalcy, gospoda nie zmieniła się przez ponad pół wieku lat wcale. Wygląda niebywale, wspaniale klasycznie w najlepszym sensie tego słowa. Lokal jest mały, ma dwie salki oświetlone delikatnym światłem przenikającym grube szyby niewielkich okien. Czarne, solidne ławy z cudownie startymi politurami, wymalowane herby na ścianach i powała z ciemnego drewna to niemal kwintesencja praskiego knajpianego stylu. Na ścianach można obejrzeć malowidła Karela Vosola jednego ze sztamgastów gospody. Ma wół również swego pisarza. Niejaki Karel Pecka opisał gospodę w książce „Svůdnost černé barvy” Książka wyszła w 1998 roku już po śmierci pisarza i chyba nie została przetłumaczona na nasz język.

Miejsce to było przystanią dla wielu pokoleń mieszkańców Hradczan, odwiedzaną chętnie przez filozofów, naukowców, malarzy, rzeźbiarzy, dziennikarzy, polityków i pracowników pobliskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Zatem nie chodzi tu tylko o piwo, bowiem tu przed upadkiem komunizmu spotkali się z ludzie, którzy przed końcem reżimu kreślili przyszłość wolnego kraju. Po rewolucji karczma nadal służyła jako miejsce spotkań dobrego piwa. Klientela bardzo różna, krótko mówiąc, bywały tu najtęższe umysły i być może wam, zupełnie nieświadomie zdarzy się koło takiej osobowości usiąść. Spotykaliśmy profesorów uniwersytetu Karola i mieszkańców Lorety. Rano można zauważyć staruszków w papciach, kupujących piwo do dzbanków. Każdy z tych obrazków, kryje jakąś tajemnicę…

Rycerskie motywy sugerują średniowieczne korzenie tego miejsca. Klimat jest, ale gospoda pojawiła się tu później.

Jak głosi kolejna legenda, U Černého vola w każdą niedzielę czternastu rycerzy spotyka się przy stole. Tak, nie trzymają pieczy nad królem Arturem, ale nad swoim ulubionym praskim pubem. Ma to rzeczywiście wymiar symboliczny. Lokalem zawiaduje grupa przyjaciół, którzy chronią to swoiste dziedzictwo w tak obleganym turystycznie miejscu. O co chodzi, zapytacie?

W połowie lat 90-tych kamienicy, a więc i gospodzie, groziło wykupienie w ramach prywatyzacji, a co za tym idzie, bo wnioskować to można było z wielu losów podobnych praskich gospód – bardzo nieciekawa przyszłość. Jeden niemieckich browarów, który okazywał zainteresowanie karczmą, chciał uczynić z niej reprezentacyjną przestrzeń dla piw z Bawarii. Legendarna piwiarnia miejsce spotkań wielu pokoleń miało przeistoczyć się w atrakcję turystyczną, knajpkę, jakich w Pradze wiele, w których po szyldem legendy podaje się kiepskie jedzenie i leje podłe piwo.

Dlatego, ratując  właściciele, obsługa, klienci i sympatycy zawiązali wówczas spółkę – stowarzyszenie, która przejęła lokal ratując go przed ewentualnymi planami przekształcenia go w wychuchany przybytek dla turystów, której to przemianie uległo tak wiele praskich knajp. Napisali list do ówczesnego ministra prywatyzacji z prośbą o wycofanie się z prywatyzacji gospody. Zobowiązali się do wynajmowania gospody i zachowania w niej nie tylko starego ducha Pragi, ale także akceptowalnych dla gości cen. Wszystkie wpływy obiecano przekazywać do sąsiadującej szkoły dla niewidomych dzieci. Tak się stało.

Każdy łyk piwa U Černého vola ma skutek dobroczynny. Wiedzieliście o tym?

Miło jest spożywać bursztynowy płyn ze świadomością świadczenia dobrego uczynku nie tylko sobie. Ten godny najwyższego podziwu i naśladownictwa przykład społecznej aktywności Stowarzyszenia na rzecz zachowania U Černého vola uhonorowany 20 lutego 1997 r. specjalną nagrodą „Miejsce w sercu”, co upamiętnia wiszący na ścianie certyfikatem. W naszym sercu „Czarny wół” ma miejsce stałe i niezbywalne. Z drugiej strony tylko tutaj można z czystym sumieniem spożyć 5 piw na śniadanie nie narażając się od razu na pozew rozwodowy od małżonki z argumentacją, że mąż jest beznadziejnym przypadkiem alkoholizmu.

A jednak w 2011 r. znów w okolice placu Loretańskiego nadciągnęły czarne chmury, bo  „Wołka” znów chciano zamknąć zmieniając warunki najmu pomieszczeń gospody. Ale znów troskliwi przyjaciele rozpoczęli kampanię ratunkową. Opublikowaną w Internecie petycję w trzech językach – czeskim, angielskim i niemieckim – podpisało ponad 4,5 tysiąca osób. Ostatecznie dzierżawa została przedłużona na starych warunkach na „długi czas”. Chociaż, cóż może znaczyć pojęcie „długoterminowy najem” dla stowarzyszenia zawiadującego lokalem od 50 lat, czy wobec blisko 500 letniej historii budynku. Ale wiemy, że Černého vola bronić będzie zawsze wielu przyjaciół.

Ostatnia klasyczna czeska piwiarnia na Małej Stranie. Przedmiot kultu i szczególnej pieczy przyjaciół.

Wizytą U Černého vola często bywają kuszeni liczni zagraniczni turyści. A gdy cały lokal – w sumie raptem 7 stołów – zajmie rosyjska wycieczka, frustracji nie kryją nawet cierpliwi z reguły kelnerzy. Można usłyszeć wiele negatywnych, nie do końca sprawiedliwych, opinii o obcesowej obsłudze tego lokalu, nawiązującej być może do tradycji niegdysiejszego właściciela restauracji, wspomnianego tu pana Brindy,  ale nie dziwmy się. Piwiarnia cieszy się powszechną miłością, jako ostatnia próbka prawdziwie czeskiej piwiarni na Malej Stranie. Swą obecnością burzymy odwieczny porządek, zatem starajmy się czynić to w jak najmniejszym zakresie, a będzie dobrze.

Na co dzień panuje serdeczna atmosfera i spokój. Aby go nie zburzyć, lepiej jest pamiętać o kilku zasadach. U Černého vola serdeczność dostaniemy za serdeczność, spokój za spokój, uśmiech za uśmiech, szacunek za szacunek. Im więcej dobra włożymy, tym więcej go dostaniemy. Najważniejszym w gospodzie jest ten, który stoi za pipą. „U Woła”, jak jeszcze pamiętamy, od przez wiele lat czynił to szef stowarzyszenia pan Bohumil Landergot. Ale czas mija, lat przybywa i na polecenie pana Landergota, bywalcy na nowego szefa wytypowali doświadczonego Martina Bendę, który tu pracował przez długi czas. Szacunek.

Stół tuż przed barem jest przeznaczony wyłącznie dla stamagastów. Štamgast w każdej piwiarni to instytucja – stali bywalcy to głownie ludzie, którzy mieszkali lub mieszkają w pobliżu, osoby zaprzyjaźnione z lokalem, które mają tu specjalne prawa. Rada dla niedoświadczonych: do stołu stamgastów się samemu nie siada. Nie wypada, jeśli nie jest się zaproszonym. Lepiej zapytać o to kelnera, który – posadzi nas za wolnym, świętym stołem jeśli – po naszym zachowaniu i formie w jakiej o miejsce zapytamy – uzna to za dobre rozwiązanie. W przeciwnym razie wskaże nam inne miejsce według swego uznania. I to też będzie dobre. Dostosujmy się. Uszanujmy to.

Patyna przeszłości przypomina nam o tych, którzy tu bywali. I pijali to samo.

Na szczególne wyróżnienie zasługują bowiem, jako się rzekło, nerwowi, ale charyzmatyczni kelnerzy. Rachunki zawsze zgodne z prawdą, co również w Pradze nie częste. Legendą lokalu U Černého vola jest Stefan – kelner, którego zamiłowanie do porządku na stole osiągało rozmiary niespotykane.  Za źle – czyli niesymetrycznie – ustawione dekle od piwa czy karty dań można było zostać nieprzyjemnie ofukniętym (podobnie jak za zamówienie np. herbaty). Z kolei za idealny porządek czekała nagroda w postaci pełnego uznania spojrzenia, ojcowskiego klepnięcia w ramię czy nawet skreślenia jednej kreski z piwnego listka. Dzisiejsza obsługa nie ma może takiej charyzmy, ale sprawności mógłby się uczyć od niej niejeden czeski kelner.

Nie od dziś wiadomo, że w Czechach o dobre śniadanie w gospodach niełatwo i często trzeba ratować się schabowym z sałatką ziemniaczaną jako daniem najbardziej śniadanie przypominającym. W tej sytuacji „U Cerneho Vola” jest darem niebios. W karcie tylko 4 „żelazne” dania z jaj, ale jedno lepsze od drugiego. Z kilku serwowanych potraw pasujących do piwa polecić warto jajka z knedlikiem i ogórkiem. Zwłaszcza knedlíky s vejci to wzorcowa potrawa tego typu. Obok pečenej šunki s vejci też nie sposób przejść obojętnie. Do tego inne dania też niezawodne na lekkie śniadanie lub po prostu pod piwo. Warto spróbować tu specjalności czeskiej – olomoucké tvarůžky, które zazwyczaj podaje się z pieczywem, pokrojoną w plastry cebulą, masłem i musztardą albo parówki z dwoma rodzajami musztardy czy bodaj najlepszy tutaj w Pradze, zjawiskowy nakládaný hermelín z oliwą, czosnkiem i ziołami. Za garść koron otrzymujemy dania lekkie, smaczne i pożywne.

Z pewnością zaciekawią te tabliczki umieszczone w małej sali czarnego woła. Zauważycie pewną prawidłowość w ich rozmieszczeniu i napisach, co naprowadzi Was na trop rozwiązania.

I na koniec – odkryjcie sami tajemnice, jakie kryją się w metalowych tabliczkach przymocowanych na ścianie. Każda z nich ma datę i liczbę. Domyślacie się?

Strona internetowa: https://www.facebook.com/ucernehovola/

Dodaj komentarz

Copyright © All rights reserved. | Newsphere by AF themes.