czw. Lis 21st, 2019

OtoPraga.pl – Subiektywny przewodnik po Pradze, gospodach i czeskich klimatach

Subiektywny przewodnik po Pradze, gospodach i czeskich klimatach

U Hrocha – piwna świątynia dobrego nastroju

5 min read
U Hrocha wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tuż przed pierwszą wojną światową. Na ścianie przy barze portret Jaśnie Pana Cesarza, w innym miejscu list gończy za wyglądającym podejrzanie jegomościem, a na honorowym miejscu wspólna fotografia bywalców U Hrocha. I, co wydaje się być zupełnie naturalne, zewsząd spozierają na nas uśmiechnięte hipopotamy w różnych postaciach.

Ulica Thunowska leżąca w samym sercu Małej Strany stanowi znakomitą odskocznię od zawsze zatłoczonej i głośnej Nerudowej. Kilka metrów w bok i możemy cieszyć się ciszą i spokojem. Sama ulica jest zjawiskowo piękna, stroma, wąska, stając się kwintesencją starej Pragi, zwłaszcza w nocy, gdy stylowymi latarenkami oświetlne są stare mury. No i oczywiście prowadzi do dwóch jakże miłych piwoszom miejsc. Oto pierwsze z nich.

Nie sposób odmówić magicznego uroku uliczce prowadzącej do świątyni piwoszy. Ale piękno tego fragmentu ulicy Thunowskiej nie jest w stanie wzbudzić większej emocji niż chwila, gdy w dalekim tle zamajaczy szyld z wizerunkiem uśmiechniętego hipopotama. Na tym zdjęciu już to widać.

Radosny wizerunek hipopotama przy Thunovskiej 10 to szyld uroczej gospody, której to jest on patronem. Hroch jest otwarty codziennie od 12.00 do 23.30. Wnętrze piwiarni podzielone przez bramę wjazdową na dwie części: po lewej znajduje się główne pomieszczenie z barem, po prawej biesiadna salka, często rezerwowana, ale i na co dzień chętnie obsadzona piwoszami. Oczywiście najpierw próbujemy wejść do lewej sali.

I jak tu nie ulec czarowi takiego szyldu w czasie, gdy Pani Praga kusi swymi urokami.

Lokal wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tuż przed pierwszą wojną światową. Na ścianie przy barze portret Jaśnie Pana Cesarza, w innym miejscu list gończy za wyglądającym podejrzanie jegomościem, a na honorowym miejscu wspólna fotografia bywalców U Hrocha. I, co wydaje się być zupełnie naturalne, zewsząd spozierają na nas uśmiechnięte hipopotamy w różnych postaciach. Pełen przepych magicznej rupieciarni, nagromadzonej przez lata, zdaje się budować nieodgadnione zwykłemu śmiertelnikowi misterium tajemnic zaklętych w poszczególnych przedmiotach. Bo przecież nie znalazły się one tu przypadkiem…

Jesli chcecie usiąść u Hrocha przy barze, albo w ogóle przy stole, najlepiej pojawić się tam do godziny 15.00. Potem będzie już coraz tłoczniej, co nie oznacza, że gorzej.

Hipopotam ma w sobie coś w rodzaju autentycznej istoty, prawdziwego ducha wszystkich zatłoczonych czeskich piwiarni, w których – mimo gwaru, ciasnoty i przepełnienia ludźmi – jest przytulnie. Leją zawsze znakomitego Pilsnera, który tu zdaje się smakować jeszcze lepiej. Ktoś, gdzieś napisał, że gdyby człowiek wypił tu jedynie jednego Pilsnera miałby poczucie, że obraziłby wszystko, w co wierzył. Ciało przytakuje umysłowi, a pilźnieńska powódź wlewa się do krwi. Tamę tej powodzi postawić można tylko przy użyciu jedynej metody – wysmakowanej inżynierii prostego dania wybranego z menu. I to pewnie sprawia, że do Hrocha, niczym do legendarnej świątyni ciągną tłumy wyznawców kultu kolejnego zwierzaka w praskim panteonie gospódek. Ba! Można mieć dylemat, którego praskiego zwierza darzy się większym uczuciem – hipcia czy tygryska?

Standardowy obrazek z U Hrocha. Ale nie zrażajcie się. Zawsze można spróbować wypić kufelek na stojąco przy barze.

Rzadko w którym miejscu można tak szybko nawiązać kontakt z innymi biesiadnikami. Jest tu albo w powietrzu, albo w złocistym trunku, atmosfera dobrego ducha serdeczności i życzliwości. I to udziela się od pierwszej chwili. Klientami lokalu są zarówno pracownicy sąsiadującej z Hrochem brytyjskiej ambasady, czescy parlamentarzyści z pobliskiego sejmu i senatu, jak i tak zwani zwyczajni piwosze. Ludzie wpadają tu, by po prostu siąść i pogadać. O życiu, codzienności, o tym co słychać w dalekim świecie i w najbliższym otoczeniu, pożartować z sytuacji politycznej albo… co tam jeszcze przyjdzie do głowy. Może jednak w takim miejscu nie wypada rozważać metafizycznego cierpienia wynikającego z ludzkiej egzystencji, czy oczywistego wszak faktu, że wszyscy kiedyś umrzemy. Właśnie tu, U Hrocha, lepiej skupić się na montypythonowskim: Always look on the bright side of life.

Magia praskiego hipopotama widziana z zewnątrz.

Rotacja za dnia jest duża. Jedni wchodzą, drudzy wychodzą. Niestety, często jednak, co jest oczywiste, zwłaszcza wieczorem, nie ma wolnych miejsc. Nie zrażajmy się, obsługa czasem może znaleźć jeszcze jedno, tam, gdzie nawet byśmy się nie spodziewali. Ewentualnie nic nie stoi na przeszkodzie, i to jest najczęstsze rozwiązanie, by wychylić choć odrobinę przepysznego Pilsnera z kołnierzem śmietanowej piany, stojąc pod gotyckim sklepieniem przy kontuarze baru. Kiedyś można było wychylić kufelek bezpośrednio na ulicy. Nikt nie protestował.

Zestaw oferowanych do konsumpcji dań i przekąsek skromny, ale jest tu w menu wszystko, co potrzeba, aby przy okazji spożywania piwa rzucić coś na ząb: klobása, tlačenki, utopence, uzené matjesy, zavináče, pivní sýr, czyli sery, marynowane i wędzone kiełbaski czy salceson. Masz ochotę na coś większego? Zazwyczaj zamawiamy tutaj gulasz z knedlikiem, bo lubimy zwyczaj krojenia świeżej cebulki na sosik. Najważniejszą pozycją jest grillowany stek wieprzowy, do którego można dorzucić sałatkę ziemniaczaną. Na pewno coś dla siebie w wywieszonym obok baru okazałym jadłospisie znajdziecie, pod warunkiem, że nie macie wybujałych oczekiwań. Ceny bardzo przyjazne, a atmosfera, jak wiadomo, wyjątkowa. 

U Hrocha piwo nalewają tylko Mistrzowie…
Listek U Hrocha

Warto pochwalić kelnerów. W skład ich ekipy wchodzi pewna rezolutna dama, która potrafi kurować chorych na grypę znakomitą ponoć mieszanką becherowki i rumu. Kiedyś byliśmy tu przed południem podczas otwierania lokalu. Początkujący kelner zamówienie przyjął, śniadanie podał, ale piwa nie kwapił się nalać. Już pomyśleliśmy, że stała się rzecz straszna i do Hrocha zawitały zwyczaje znane z polskich knajp. Jednak zagadka rozwiązała się po paru minutach, gdy przyszedł główny kelner: okazało się, że młodzian, który nas obsługiwał nie ma pozwolenia na celebrowanie najistotniejszego sakramentu czeskich świątyń piwa – rozlewania go do kufli. U Hrocha piwo nalewają bowiem tylko Mistrzowie.

Gdy podczas spaceru ulicą Thunovską ujrzycie taki napis i ten szyld, wiedzcie, że jesteście u progu piwnej świątyni dobrego nastroju

Strona internetowa: A po co im ta strona? 😉

Dodaj komentarz

Copyright © All rights reserved. | Newsphere by AF themes.