Dark Mode Light Mode
Szlak Klasyczny – czyli… praskie ZOO dla dorosłych
Praga bez kufla, czyli co możesz zobaczyć

Szlak Klasyczny – czyli… praskie ZOO dla dorosłych

Klasyka i nawodnienie

Praski szlak klasyczny to genialne połączenie przyjemnego z pożytecznym. To trasa idealna, gdy gościmy w Pradze jako nowicjusze lub gdy chcemy po prostu „nasiąknąć” atmosferą królewskiego miasta. Możemy wówczas odbyć wędrówkę wzdłuż najbardziej turystycznej arterii stolicy, zahaczając jednocześnie o jej najszacowniejsze knajpki, które potrafią zachwycić nie mniej niż witraże w katedrze św. Wita.

Zabytki zostawmy grubym przewodnikom i innym artykułom z otopraga.pl. My skupimy się na tym, co autorzy często traktują po macoszemu, czyli gdzie się po drodze „nawodnić” i posmakować klimatu Pragi sprzed co najmniej półwiecza. Na szlaku królewskim o pułapki turystyczne łatwiej niż o wolne miejsce w gospodzie przy barze, dlatego warto mieć plan.

Główka pracuje – czyli idziemy z górki

Ustalmy skalę trudności. Możemy piąć się pod górę z centrum Pragi w stronę Hradczan (tylko po co?) albo – ze stoickim spokojem – schodzić w dół. Wybieramy wariant drugi, bo życie i tak jest wystarczająco skomplikowane. Jeśli jednak marzy Wam się survivalowy obóz kondycyjny, możecie iść pod prąd. Czasem też tak każdemu się może przytrafić. W końcu życie i tak narzuca nam swoje rozwiązania.

reklama

Startujemy – na przykład – przy stacji metra Národní třída. Zanim ruszymy, obowiązkowy przystanek to U Jelínků na ulicy Spálené. To jeden z nielicznych i legendarnych lokali, gdzie tradycja lania Pilznera sięga początków XX wieku, a atmosfera jest tak gęsta, że można ją kroić nożem. Chcecie poczuć klimat prawdziwej, ciasnej praskiej piwiarni, w której smakujecie istotę Pragi? To mus. Ale szanujcie tradycję i dostosujcie się do osobowości tego lokalu. Nie pożałujecie.

A zatem – po Jelinku – wsiadamy w tramwaj nr 22 lub 23. Zdradzimy tajemnicę. To przy okazji najpiękniejsza praska linia turystyczna do obejrzenia wygodnie przez okna. Zrezygnujcie z drogich rozwiązań, skorzystajcie z komunikacji publicznej, bo to – przy okazji pierwsza lekcja logistyki – najlepszy i najszybszy sposób przemieszczania się w mieście Franza Kafki. Wysiadamy na przystanku Pohořelec, obok pomnika Tycho Brache i Jana Keplera.

Ciekawostka: Legenda o pękniętym pęcherzu Tychona Brahe po biesiadzie u cesarza to praski klasyk, choć współczesne badania ekshumacyjne sugerują raczej infekcję lub… rtęć. Ponoć Tycho nie śmiał zaprzątać cesarzowi głowy przyziemną potrzebą i… pęcherz nie wytrzymał. Astronom też. Niemniej, jako patron wyprawy, Brahe sprawdza się znakomicie.

Poranek u Woła

Prowadzeni przez tłum, dochodzimy do Placu Loretańskiego. Oczywiście nie skręcamy do Lorety, słynnej świątyni, bo pod numerem pierwszym, w przerwie pomiedzy arkadami, czeka Hostinec U Černého vola (U Czarnego Woła). To miejsce magiczne. Mimo najazdów hord turystów w okolicy, „Wół” zachował charakter lokalnej gospody z drewnianymi ławami i herbami na ścianach. To praski wzorzec – niczym ten słynny z Sevre – więc uszanujcie ten relikt i wkomponujcie się weń, nie burząc klimatu turystycznymi obyczajami. I pamiętajcie – pierwsza sala jest wyłącznie dla štamgastów. Dla nas – plebejuszy – niegodnych zaszczytów – jest ta druga.

Warto wiedzieć: U Černého vola od lat 90. działa jako swego rodzaju stowarzyszenie, a zyski z piwa (serwują tu wybitnego Kozla) wspierają pobliską szkołę dla niedowidzących. Pijąc tutaj, pomagasz!

Przez Hradczany do Rychty

Dalej schodzimy w stronę schodów ratuszowych. Rzucamy jedynie z daleka okiem na Hradczany, czy Pałac Szwancerbergów (Schwarzenberský palác). Omijajcie naganiaczy do innych lokali – my celujemy w ulicę Nerudovą, urokliwą, niezwykłą i nieprzypadkowo wymienianą jako wartą grzechu chodzenia z zadartą głową. Pod numerem 13 nie dajcie się zwieść fasadom. Trzeba wejść w bramę, zwrócić uwagę na bramne drzwi z niezwykłą klamką, przejść na podwórko i odnaleźć Všebaráčnicką Rychtę. To ukryta perła, siedziba stowarzyszenia Baráčników, dbającego o czeskie tradycje ludowe. Serwują tu świetne piwo Svijany, które dla wielu jest zbawienną odmianą od wszechobecnego Pilznera. Obiekt miewa zmienne losy – bywa otwarty, zamknięty, ale ze względu na charakter trącący komuną, wyborną lokalną kuchnię i… Svijany, wart jest sprawdzenia. Najwyżej odbijemy się od drzwi.

Kocur i Hipopotam

Po powrocie na Nerudovkę, dochodzimy powoli do placu gdzie widać pochodzącą z XIII wieku świątynie chrám svatého Mikuláše, kusi nas usłyszenie mistrzowskiej ciszy, czy obejrzenie wydrapanych przed stuleciami na drewnianych ławkach przez znudzone dzieci: „Tu byłem, Fritz” zapewne podczas organowych koncertów, gdy występował tam sam Wolfgang Amadeusz Mozart, bo… po przeciwnej stronie kusi U Kocoura (U Kocura). Choć lata świetności ma za sobą, to wciąż możecie posmakować tradycyjnej kuchni w dobrej cenie, poczuć klimat klasycznej gospody z czasów, gdy turysta był przypadkowym gosciem. Poza tym to kawał historii czeskiego piwowarstwa (dawniej bastion Budvara) i… scena wydarzeń polityki z polskim akcentem, bo to tu niespodziewanie wpadli na jedno Vaclav Havel i Lech Wałęsa. I okazuje się, że niektórzy nadal nie rozumieją dlaczego.

Zamiast jednak pchać się w największy zgiełk, skręćmy w urokliwą, cichą ulicę Thunovską. Trzeba troszkę podejśc pod górkę. Jeśli macie siłę na jeszcze parę kroków wspinaczki, po lewej czeka na was U Krále Brabantského – jedna z najstarszych karczm w Pradze, ponoć otwarta non-stop od średniowiecza z urzekającą piwnicą ustrojoną czaszkami (podobno bywał tu sam kat Mydlář). Jeśli jednak wolicie autentyczność bez średniowiecznego show, idźcie prosto do U Hrocha (U Hipopotama). Możecie na kolanach mijając obojętnie posąg Winstona Churchila. Bo przed wami migocze szyld oznaczający miejsce niezwykłe, możecie spotkać ducha starej gospody pełnej lokalsów zmieszanych z parlamentarzystami i ambasadorami z pobliskich ważnych instytucji

Ciekawostka: U Hrocha to dla wielu „świątynia Pilznera”. Nieprzypadkowo, bo zauważycie w korytarzu nieużywane dziś kamienne naczynia na święconą wodę. A może piwo. Miejsca siedzące są tu niemal zawsze zarezerwowane dla lokalnych bywalców („štamgastów”), więc przygotujcie się na picie „na stojaka” przy parapecie – smakuje równie dobrze. Jeśli w ogóle wejdziecie.

Mekka przy Husovej

Po wyjściu od Hipopotama, schodzimy w dół (tam możecie – nieprzypadkowo – zauważyć podobieństwo bram do jednej ze scen filmu Formana „Amadeusz”) albo w górę, by dotrzeć do kolejnego turystycznego must see. Przechodzimy przez Most Karola, przepychamy się królewskim traktem (powodzenia w walce z tłumem!) i kluczymy, skręcajac przed dojściem na rynek w prawo, w stronę ulicy Husovej. Tu czeka finał niemal religijny: U Zlatého tygra (U Złotego Tygrysa).

To tutaj Václav Havel przyprowadził Billa Clintona na piwo. To tu była wysączyć małe co nieco Angela Merkel. To tutaj swoje życie towarzyskie (i literackie) toczył Bohumil Hrabal. To tu w egalitarnej przestrzeni, gdzie czeską ambrozją – Pilsnerem – spotykały się elity kultury Czech, to tu z gwaru opowieści rodziły się książki, filmy, dzieła sztuk wszelakich. Jeśli znajdziecie wolne miejsce przy długich stołach, możecie uznać się za wybrańców losu. I przyjmijcie do wiadomości jedno – będziecie uprzejmie olani – jeśli nie dostosujecie się do reguł narzuconych przez kelnerów i czepującego piwo. To oni tu są tygrysami.

Menu obowiązkowe: Do piwa koniecznie zamówcie pivní sýr (ser piwny) lub marynowaną w occie kiełbaskę pod wymowną nazwą utopenec, która pozwoli przeżyć tę wyprawę i posmakować istoty Pragi, która powoli zanika. Nie pozwólcie na to.

Ostatni bezpieczny bastion

Jeśli po wizycie u Tygrysa wciąż stoicie na nogach, skierujcie się do U Medvídků. Dochodząc do niej mijacie mroczny fragment czeskiej historii. Kilkadziesiąt metrów od restauracji mijacie budynek historycznie związany z działalnością StB (czechosłowackiej bezpieki). W czasach komunistycznych ta okolica (Bartolomějská, Perštýn) była znana z obecności budynków zarządzanych przez siły bezpieczeństwa, w tym aresztów i biur. Ale przyjmijmy, że pod latarnią jest najciemniej i… dajemy zaopiekować się nami Niedźwiedziowi. To gigantyczny kompleks z własnym mikrobrowarem, trochę wiejskim klimatem w centrum stolicy. Być może uda się Wam usiąść w drabiniastym wozie. Ale na pewno warto skosztować tam tradycyjnej kuchni. Choć w głównej sali bywa tłumnie, wiedzcie, że gospoda karmi rzesze turystów. Warto zajrzeć tam, gdzie warzone jest jedno z najmocniejszych piw świata – X33.

I być może spostrzegacie, że nasza wędrówka kończy się tam…, gdzie się zaczęła – przy metrze Národní třída. Teraz spójrzcie wstecz na te wszystkie „zwierzęta”: Niedźwiadki, Tygrysy, Hipopotamy, Kocury i Woły. Praska turystyka w tym wydaniu to czysta zoologia stosowana. I jak tu nie pokochać tego miasta?

Add a comment Add a comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Next Post

Praga bez kufla, czyli co możesz zobaczyć

Reklama